Krwawa ręka szefowej

Cyt.: Rozległo się obrzydliwe plaśnięcie. Zoja wstrzymała oddech widząc że pośród zgniecionych źdźbeł siana zbitych w kupę leży dłoń, wokół której lata mucha. Odcięta od reszty ciała na wysokości nadgarstka, sprawiała makabryczne wrażenie. Zewnętrzna strona nosiła ślady daleko posuniętego rozkładu. Zoja nachyliła się, żeby przyjrzeć się jej z bliska. Wychudzone i nienaturalnie powyginane palce tworzyły coś na kształt koszyka (...).

Projekt okładki powieści Sandry Borowiecky „Ani żadnej rzeczy” (Wyd. Szpalta). Odcięta ręka, w tle zarys kopuły bazyliki Św. Piotra w Rzymie. Jest klimat, jest grounge. Mocna książka, mocna okładka, ale powstała już kolejna wersja projektu, a odcięta ręka jest wciąż zbyt sztuczna. Tak sztuczna, że aż krzyczy. Nie pasuje do reszty. Co robić? Szukamy w kilku ulubionych bankach zdjęć i… nic. Rąk na stockach jest w nadmiarze, ale tej jednej – właściwej, jak na lekarstwo: a to za gruba, a to nie takie ujęcie, a to zła perspektywa, nie takie oświetlenie, nie tworzy wyraźnego kształtu koszyka... Kolejne projekty odpadają.

Projekty wstępne okładki

 

W zesztywniałą trupią dłoń – jeśli odpowiednią uda się znaleźć – trzeba będzie wmontować łańcuszek i chryzmon. Wszystkie te elementy powinny się ze sobą zgrać. Muszą wyglądać naturalnie, jak tylko naturalnie może wyglądać odcięta dłoń... Palce muszą być odpowiednio rozchylone, bo – zgodnie z treścią książki – dłoń odpowiednio spreparowano. Pani Sandra w jednym ze swoich maili pisze: „jeśli uznajemy dłoń za najważniejszy element, popracujmy nad tym, żeby nie wyglądała na wrzuconą tam jak rekwizyt”. Słusznie, tylko skąd wziąć TĘ jedyną w swoim rodzaju rękę? Nie ma innego wyjścia – w banku zdjęć jej nie znajdziemy – trzeba ją sobie „wyprodukować”.

Ustawiamy aparat na statywie, a ponieważ świeci akurat słońce, dłoń można ładnie „doświetlić”. Będzie wyraźny światłocień, więc „modelka” nie wyjdzie zbyt płaska. Kładę swoją rękę na białej kartce. Lecą kolejne ujęcia: jedno, drugie, dwunaste... Zaciskam palce albo je rozchylam, przekręcam dłoń raz w jedną, raz w drugą stronę. Sprawdzamy różne ułożenia palców, szukamy właściwego ujęcia… i jeszcze jednego, tego właściwego, stawu w moim przedramieniu... Bo bez niego ciągle źle wykręcam dłoń. Oglądamy wszystkie RAW-y. Magda sprawdza światło i perspektywę, wstawia roboczo zdjęcie dłoni do kompozycji okładki. Nie, to jeszcze nie to: nie ten kąt, zbyt od góry, źle zaciśnięte palce. A może to przez ten jeden jedyny staw, albo raczej jego brak?

Nieudane zdjęcia

 

Robimy kilkanaście kolejnych ujęć. Obiektyw trzeba ustawić niżej, zmienić głębię ostrości. Magda sprawdza. Jest. Pasuje. Mamy to! Po obrobieniu, ustawieniu kolorów, oszparowaniu, dorobieniu krwawego odcięcia i czerwonej plamy pod spodem, dłoń na okładce wyszła... czy aby nie makabrycznie?

 

Wybrane zdjęcie oraz fazy jego obróbki

 

Okładkę „Ani żadnej rzeczy” zaprojektowała Magda, moja jest tu tylko ręka. I mimo że projekt jest już dawno zrobiony, książka wydana i zagościła w internecie, mnie wciąż skręca na jej widok. Na widok mojej biednej zakrwawionej ręki, nie okładki.

Na koniec ciekawostka. Oto mięsko, które posłużyło w projekcie za krwawy przekrój poprzeczny mojego nadgarstka:

 

Brrr...

Beata Kulesza-Damaziak

Dodaj komentarz